O mnie
poniedziałek, 31 sierpnia 2009
tak jak nie
Wiem, wiem, wiem... To był tylko sen, sen, sen... Chociaż realistyczny i dziwny, był nieprawdziwy jak prawdziwa jest rzeczywistość. Teraz jednak nie wiem, nie wiem, nie wiem, co jest prawdą, a co jest fałszem. Senna, senna, senna rzeczywistość- nie- rzeczywistość? Chłonę ją całą sobą, sobą, sobą... Mam tego konsekwencje... Uczucia prawdziwe- nie- prawdziwe tłamszę. Duszę w sobie, sobie, sobie... Zgniatam serce własną dłonią o parapet. Patrzę na kapiące krople krwi, krwi, krwi... Jest piękna. Jeszcze ciepła. Paruje, wyżera dziury w podłodze. Razem z nią paruje dusza i ucieka , ulatuje, ulatuje, ulatuje... Daleko gdzieś. Zawiesza się w dziwnej czasoprzestrzeni nieistnienia- istnienia... Krzyk, niemy krzyk w mojej wyobraźni rozdziera mi płuca, rozsadza czaszkę. Jest tylko cienką nicią, wstążeczką zaledwie, pajęczynką utkaną ze złych i dobrych wspomnień. Teraz chce uciec, uciec, uciec. By nigdy nie powrócić.
sobota, 15 sierpnia 2009
.
Oczyszczająca moc płaczu odkryła przede mną swą tajemnicę. Widziałam ludzi w deszczu. Też tam byłam. Mokliśmy razem, każdy z innego powodu. To my tworzyliśmy ten deszcz. Ale nie było tam jego. On nie był smutny z tego powodu. Ja też nie. Jak nazwać smutek, który nie jest smutkiem? Już dawno wypłukałam swe uczucia, tak jak chciałam być, ale nie mogłam oszukać swoich uczuć. Opanowałam kłamstwo i zmyślanie do perfekcji, by móc zachować siebie, ale nie opanowałam oszukiwania samej siebie. Mogłam tylko wmawiać sobie, że coś jest inaczej niż jest, ale to nie działało zbyt długo, czasem w ogóle nie działało. Zawsze spadała na mnie znienacka cała prawda. Uderzała we mnie tak po prostu. Nie dając mi szans obrony. Bezlitośnie. Nie winię jej za to. Musiałabym winić samą siebie. Ale wtedy nie wiedziałabym o co.
piątek, 7 sierpnia 2009
Złudzeniem sennym.
W końcu przyjdzie taki czas, że będę mogła mówić do Ciebie tylko szeptem, wyłącznie we śnie. Nie wiem, czy będziesz czuć moją obecność, ale ja będę Cię odwiedzać. Mam nadzieję, że mnie dobrze zapamiętasz, że będzie Ci brakować moich wad. Tego, że zostawiałam włosy na umywalce, stertę ubrań na krześle, porozrzucane wszędzie kosmetyki. Miewałam dziwne humory i często byłam wkurzająca. Ale jednak udawało Ci się ze mną wytrzymać. Bo jednak byłam ważna... Byłam zła i dobra. Mówię to wszystko bez żalu, bo po prostu wiem, że taki czas kiedyś nadejdzie. Chciałabym tylko, by został po mnie jakiś ślad. Dla Ciebie.
Zgubiłam skrzydła i biegam między planetami. Biegnę do mojego raju pachnącego snami.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
